O PIWIE BEZ EMOCJI

Wiele namiętności wzbudza ostatnio w naszym mieście problem spożywania piwa, szczególnie w miejscach publicznych.

Piwo jest napojem alkoholowym produkowanym z brzęczki słodowej za pomocą fermentacji drożdżowej. Zawiera obok alkoholu etylowego tzw. ekstrakty, czyli związki azotowe i cukrowe, odznaczające się własnościami odżywczymi i dietetycznymi. Podstawowymi surowcami są: słód jęczmienny, chmiel i woda. Gotowe piwo ocenia się wg zawartości alkoholu etylowego, CO 2 i tzw. ekstraktu. W skład tego ostatniego wchodzą nie odfermentowane cukrowce, produkty rozpadu białek, sole mineralne, związki garbnikowe, substancje goryczkowe, witaminy grupy B, związki barwnikowe i niektóre kwasy organiczne.

Tyle podstawowych informacji o piwie. Teraz może coś z jego historii. Wyrabiali je już Sumeryjczycy 7000 lat p.n.e.. W starożytnym Egipcie nazywano je „pożywieniem faraonów". Robotnik egipski otrzymywał 5 l piwa dziennie! Było to jednak piwo lekkie i znakomicie gaszące pragnienie. Również nasi przodkowie gustowali w tym napoju. Gdy jeszcze nie znano kawy ani herbaty, podawano na polskie śniadanie polewkę z gotowanego piwa z grzankami lub pokrajanym serem białym. Wielbicielem sławnego piwa wareckiego był podobno papież Klemens VIII, który jako nuncjusz spędził w Polsce kilka lat. Będąc papieżem ciężko zachorował i dręczony pragnieniem szepnął w gorączce: „Piva di Warca". Zgromadzeni przy łożu chorego kardynałowie, myśląc, że papież wzywa jakąś świętą, poczęli się głośno modlić: „Sancta Piva, ora pro nobis".

Na koniec parę uwag o tym, jak wygląda podejście do piwa w ościennym kraju, jakim są Czechy. Jego spożycie jest tam kilkakrotnie wyższe niż u nas, mimo to nikt nie podnosi z tego powodu larum. Może wychodzą z założenia, że wódka jest szkodliwsza? Byłem kilka razy tam, kiedy jeszcze istniała Czechosłowacja. Zachodziłem wtedy w głowę, jak to jest możliwe, że w każdym sklepie jest więcej niż jeden gatunek piwa; w pijalniach, gościńcach, barach i restauracjach podawane jest schłodzone piwo. Nawet na prowincji nie trzeba było się obawiać wizyty w WC, gdzie było czysto i schludnie. Na stołach były podstawki pod kufle, zadymienie też jakby mniejsze. Organizacja pracy obsługi również inna. Jedni kelnerzy roznosili piwo, zaznaczając na „listku" ołówkiem ilość kufli, ktoś inny liczył kreseczki (kelner-kasjer) i kasował pieniądze. Póki nie odwróciło się kufla do góry dnem, gdy był pusty, zaraz bez wołania przynoszono pełny. W zakładach pracy także można było kupić piwo w stołówce (tzw. „10" - słabsze) i wypić je do śniadania lub obiadu. Na rozpoczętej pół roku wcześniej budowie, było już zaplecze socjalne (szatnie, umywalnie z ciepłą wodą) ze stołówką, gdzie w lodówce stało piwo dla robotników. Gdy pracowaliśmy w szkółce leśnej, to na II śniadanie, oprócz kanapek, przywieziono nam skrzynkę piwa. Czy byłoby to możliwe u nas?

Jerzy Erdman – „Gazeta Chojnicka” z 22.09.1995 r.

www.erdman.chojnice.pl