|
Piekarnia pp.
Guentzel
Chodząc
dzień w dzień obok jakiegoś budynku, czasem nie zwracamy uwagi na jego wygląd, lub nie
domyślamy się jego zabytkowej wartości. Dobrze jednak jest podnieść wzrok na stare
domy, zwłaszcza, że często są z nimi związane dzieje kupieckich rodzin.
Wśród zachowanych w Chojnicach kilkudziesięciu domów mieszkalnych z
pierwszej połowy XIX wieku jest także dom przy ul Strzeleckiej 1. Nie wyróżnia się
specjalną urodą, ale historycy sztuki dostrzegają w nim cechy stylu klasycystycznego. W
katalogu zabytków "Chojnice, Czersk i okolice" (Instytut Sztuki PAN, Warszawa
1979) jest opisany następująco: "Klasycystyczny, piętrowy, kalenicowy,
siedmioosiowy, o podziałach ramowych, z przylegającą bramą wjazdową na
dziedziniec".
Od ponad siedemdziesięciu lat dom jest w posiadaniu rodziny Guentzlów, a to nazwisko jest w
Chojnicach dobrze znane dzięki prowadzonej firmie piekarsko - cukierniczej. W 1928 r.
nieruchomość zakupił Franciszek Guentzel, który przyprowadził się z Margonina w
Wielkopolsce, gdzie jeszcze dzisiaj część tej rodziny mieszka. Właściciel m.in.
zapisał się w kronice Bractwa Kurkowego jako król kurkowy z 1937 r. Spadkobiercą
Franciszka po wojnie został Tadeusz Guentzel, który kontynuuje dobre tradycje
rzemieślnicze firmy, a także działalności społecznej - był długoletnim radnym
miejskim, także RM dwóch pierwszych kadencji po odrodzeniu samorządu w 1990 r. Zdobył
również tytuł króla i marszałka w reaktywowanym Bractwie.
Tak więc dom przy ul. Strzeleckiej nie tylko "ma swoje
lata", lecz także nie najgorsze notowania w dziejach miasta. Okno sklepu pp. Guentzlów przyciąga wzrok przed Gwiazdką i Wielkanocą, bo pan Tadeusz w dekoracje
świąteczne wkłada niezaprzeczalny talent plastyczny.
Tekst powyższy pochodzi z rozdziału "Piekarnia z
tradycją" książki Kazimierza Ostrowskiego "Zabytki Chojnic". Fotkę
kamienicy z piekarnią wykonałem w maju 2007. Po kliknięciu w nie wersja o
148
KB.
Życie pełne pracy
Od 70 lat wypieka
chleb dla mieszkańców naszego miasta. Przeżył II wojnę światową i ciężkie czasy
okupacji, jest zasłużonym członkiem Bractwa Kurkowego.
Mowa o Tadeuszu Guentzel, którego wypieki piekarniczo - cukiernicze
codziennie trafiają na nasze stoły. Tajniki tego rzemiosła przekazał mu ojciec
Franciszek Guentzel, który w 1928 roku wraz z rodziną osiedlił się w Chojnicach.
Kupił starą piekarnię przy ul. Strzeleckiej, którą wyremontował i postawił piec
piekarniczy, czynny jeszcze po dziś dzień. - Do Chojnic sprowadziliśmy się z Morzewa,
mieszczącego się wówczas w woj. poznańskim, gdzie ojciec prowadził już piekarnię. W
Chojnicach zaczynaliśmy w skromnych warunkach, mimo to piekarnia cieszyła się dużym
powodzeniem i szybko się rozwijała - mówi pan Tadeusz. - Największym problemem były
wtedy surowce, w które trzeba było się zaopatrywać we własnym zakresie. W tamtych
czasach wszyscy piekarze należeli do związku rzemieślników (cechu), który ustalał
ceny na poszczególne artykuły piekarnicze. Ojciec pana Tadeusza był sekretarzem
związku i do jego obowiązków należało notowanie wszystkich zmian cen pieczywa, w
książce, tzw. "korendzie". Natomiast informowanie wszystkich piekarzy o
zmianach cen przypadało panu Tadeuszowi, który z tą księgą obchodził wszystkie
piekarnie (było ich wówczas w Chojnicach ok. 14).
W piekarni państwa Guentzel wiele osób przyuczało się do
wykonywania zawodu piekarza. Uczniami Franciszka Guentzla byli m.in. Leopold Elzanowski,
Bolesław Szyca, czy Kazimierz Fryca, którzy w późniejszym czasie sami prowadzili swoje
piekarnie.
Mimo, iż pan Tadeusz od dziecka związany był z piekarnią, jego plany na przyszłość
odbiegały znacząco od wykonywania zawodu piekarza. Brał lekcje rysunku i pragnął
zająć się sztuką i malarstwem. Jednak wybuch II wojny światowej przekreślił jego
marzenia. Wyjechał do Gdańska, gdzie pracował w piekarni u mistrza Bremera. W 1945 roku
w wieku 23 lat objął po ojcu piekarnię, którą ominęły zniszczenia wojenne. - Lata
okupacji były bardzo ciężkie, nasze miasto uległo licznym zniszczeniom - wspomina. -
Nie mieliśmy wody, prądu, nie do zdobycia był też węgiel. Wodę braliśmy z jedynej
czynnej pompy na Starym Rynku, a piekarnię oświetlaliśmy lampami karbidowymi. Wtedy
piekliśmy tylko chleb, nikt nie myślał wówczas o ciastkach czy kremach. Początki
prowadzenia interesu przez pana Tadeusza nie były łatwe. W latach 50 na podstawie
obowiązujących przepisów administracyjnych odebrano mu zakład, który wrócił do
prawowitego właściciela dopiero po zapaleniu się zielonego światła dla rzemiosła i
tzw. "odwilży". - Kiedyś piekliśmy tylko pieczywo żytnie. Obecnie
stanowi ono jedynie 30% całej produkcji. Nasze społeczeństwo woli bowiem białe
pieczywo - mówi pan Tadeusz.
U państwa Guentzel chleb od ponad 70 lat piecze się na podstawie tej
samej receptury fermentacji kwasowej i ciągle w tym samym piecu. Jak twierdzi
właściciel, chleb ma służyć zdrowiu. Nie sztuką bowiem upiec chleb szybko, sztuką
jest upiec go dobrze.
Wiedzę piekarniczą przekazał mu ojciec, który był również członkiem Bractwa
Kurkowego, w którego szeregi wstąpił także pan Tadeusz. Tak jak i ojciec, udziela się
charytatywnie i społecznie. Przez kilka lat był również radnym Rady Miasta Chojnice.
Ciekawostką jest, że jako jednemu z nielicznych dane mu było spotkać się z matką
Teresą z Kalkuty. - Było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Lecieliśmy do Rzymu na
pielgrzymkę, a tu ... w samolocie spotykamy się z matką Teresą. Mało tego -
siedzieliśmy obok siebie i udało nam się porozmawiać z matką i zdobyć jej autograf.
Było to dla nas duże przeżycie - wspomina. Mimo wielu niespodzianek losu, i tych
przyjemnych, i tych złych pan Tadeusz do tej pory sprawuje nadzór nad swoimi wypiekami.
Od lat pomaga mu żona Urszula, która często go zastępuje i wspiera. Należy również
wspomnieć o pani Reginie Chmara, która w sklepie pracuje już ponad 40 lat, a pan
Bronisław Borzyszkowski w piekarni przepracował ponad 30 lat. Jak widać piekarnia ma
bogatą tradycję, być może dlatego jej wypieki cieszą się tak dużym powodzeniem.
Gabriela Żakowska - "Życie Chojnic i Okolic" z 5.02.2004 r. |