27.07.:
Rzadko zdarza mi się dzień po dniu tutaj coś wpisywać, ale jest ważny powód. W
dzisiejszej "GP" w rubryce "Ludzie mówią" ukazał się następujący
głos telefoniczny czytelnika: "Bardzo trafne wydają mi się uwagi pana
Erdmana o zakorkowanych Chojnicach i możliwościach innego przejazdu przez miasto, ale na
Przemysłowej przeszkodą może być wiadukt, pod którym nie przejedzie każdy
samochód." Sądzę, że czytelnik miał na myśli wiadukty na ul.
Lichnowskiej przy dworcach PKP i PKS. Myślę, że nie byłoby tak źle, poza tym gdyby GP
wydrukowała mój list w całości, to wiedziałby on, że te trasy obmyśliłem przede
wszystkim dla samochodów osobowych przejeżdżających tranzytem przez Chojnice.
Podejrzewam, że z ulicą Przemysłową może być inny kłopot - dziury w jezdni, która
powstała w latach siedemdziesiątych jako betonowa. Ale zapewniam, że ruch na niej jest
zdecydowanie mniejszy, niż na równoległej do niej ul. Gdańskiej. Ponadto przy
prędkości 50 km/godzinę, którą niedawno nasi ukochani parlamentarzyści wprowadzili,
jako maksymalną w
terenie zabudowanym (a kiedy kolejny krok w naśladowaniu Unii Europejskiej, np. podobne
jak tam nakłady na remonty dróg?), nie powinno nic złego się stać.
26.07.:
Z tą pogodą to
oczywiście zbyt długo lato nas nie rozpieszczało. Aby wykorzystać choć tą namiastkę
lata, w środę wieczorem zawiozłem rodzinkę do Swornegaci. Rozbiliśmy namiot na polu
przy przystani żeglarskiej ośrodka "Psia Góra". Planowaliśmy rzucić tam
cumę do niedzieli włącznie, chyba,
że nas tam by zmyło.
Ku ogólnemu zdziwieniu, ale przez cały okres pobytu ani razu tam nie padało. Co prawda
zbyt gorąco nam nie było, ale były dni, kiedy można było ubranym w bluzkę z krótkim
rękawem i w krótkich spodenkach pospacerować po tej bardzo sympatycznej miejscowości.
Ja do załogi doszlusowałem w piątek wieczorem. Następnego dnia po śniadaniu
wyskoczyliśmy na krótki "spacer" do pobliskiego Drzewicza. Zawsze chciałem
obejrzeć daczę b.ministra budownictwa Adama Glazura (z epoki drugiej Polski, czyli
z czasów gierkowskich), która podobno powstała właśnie tam. Niestety, ale
byliśmy bez przewodnika i tej daczy nie znaleźliśmy. Z ciekawostek to wpadła mi w oko
tamże spora grupa kolonistów (a może obozowiczów?), której prawie wszyscy członkowie
byli ubrani w jednakowe zielone bluzki z jakimś napisem. Ponadto w pobliskim lesie
Grażynie udało się znaleźć dwie garści grzybów (głównie kurki). Po obiedzie
Grażyna ponownie wybrała się do lasu na grzybobranie, dzięki temu mieliśmy całkiem
smaczną kolację. Po kolacji (ja z Grażyną) poszliśmy na "Wieczór z
gwiazdami" do niedalekiego amfiteatru zlokalizowanego nad brzegiem jeziora w pobliżu
plaży. Największą gwiazdą był niewątpliwie Grzegorz Bukała, kiedyś członek
zespołu "Wały Jagiellońskie" (przy tej ulicy w Bydgoszczy jest więzienie i
sąd). Z dużą przyjemnością wysłuchaliśmy jego występu. Po nim zagrał zespół
"Awers", który do późnej nocy przygrywał całkiem sporej grupie
wczasowiczów ( i zapewne nie tylko) do tańca. My wytrzymaliśmy do 1.30. Następnego
dnia (czyli w niedzielę) było znów trochę słonka, dlatego ruszyliśmy popływać na
kajakach. Ruszyliśmy w dwóch zestawach - Grażyna z Przemkiem oraz Beata z Markiem. Ja w
tym czasie opiekowałem się Radkiem. Na zdjęciach: u góry po lewej Radek z Beatą
oraz Przemek karmią z pomostu łabędzią rodzinę. W dali niebieska plama to nasz
namiot. Pod nim Przemek na tle tablicy informacyjnej stojącej przy Wiejskim Domu Kultury.
Po prawej Grażyna pichci sobotnią kolację - jajecznicą z grzybami. Każda fotka
ma dostępną po kliknięciu w miniaturkę wersję o rozmiarach ok. 800 x 600 dpi do 800 x
1000 i wadze od 80 do 150 kB. Najcięższy jest Przemek z mapą okolic.
Jak zapowiadałem we wpisie z 11.07., napisałem list do "Gazety
Pomorskiej", gdzie wyłuszczyłem swoje pomysły związane z częściowym
odkorkowaniem chojnickich ulic. List ukazał się w dniu dzisiejszym. Niestety, bez mojej
wiedzy i zgody usunięto z tego w sumie dość krótkiego tekstu dwa ważne fragmenty
(oczywiście bez zaznaczenia w druku, że cokolwiek z niego usunięto). Jeden z nich
dotyczył przykładu Słupska, który bardzo dobrze oznaczył objazd centrum w kierunku
Ustki. Drugi był w całości zakończeniem listu, gdzie m.in. zaznaczyłem, że te trasy
powinny przede wszystkim służyć dla samochodów osobowych. Doświadczony już nie raz
na tym odcinku podaję zainteresowanym do pobrania (format rtf) pełną wersję listu. Tłustym
drukiem zaznaczyłem fragmenty dotknięte nożyczkami.
19.07.: Od piątku mamy wreszcie
prawdziwe lato. Oby te ciepłe dni (i noce) utrzymały się jak najdłużej. Pierwsi z
poprawy aury skorzystali organizatorzy wieczoru "Czesław Niemen - pamiętamy".
Od 21 w piątkowy wieczór w amfiteatrze w Fosie mogłem przez niecałą godzinę
posłuchać Jego piosenek w wykonaniu młodych chojnickich wykonawców. Piosenki były
przeplatane czytanymi na estradzie fragmentami wywiadu Niemena, który przeprowadził
Marek Gaszyński. Koncert zakończyło odtworzenie "Bema pamięci żałobnego
rapsodu" w wykonaniu samego Niemena. Niestety, ale z zapowiadanych wykonawców
zabrakło Magdaleny Urbańskiej. Nie starczyło odwagi? Wielkie brawa dla pozostałych!!!
(Fotki z tej imprezy możecie znaleźć na www.chojnice.pl
).
Na "Niemenie" byłem sam, gdyż
Grażyna działała w kuchni przy przygotowywaniu urodzinowego przyjęcia Przemka. Mojemu
pierworodnemu w niedzielę "stuknęło" 8 lat. "Kinderparty" odbyło
się dzień wcześniej, w sobotę. Przybyły na nie jego kuzynki, a moje siostrzenice -
Ola, Asia, Gosia i Agnieszka. Na stole pojawił się m.in. tort trzypoziomowy z ośmioma
świeczkami (zdjęcie jego ze szczegółami przepisu na stronie Grażyny). Za pierwszym
"dmuchem" zgasło 7, ostatniej pomógł Radek. Na zdjęciu obok uchwyciłem
moment po zdmuchnięciu świeczek na torcie.
W niedzielę postanowiliśmy wybrać się do Kartuz na zakończenie I
Biesiady Kaszubskiej, czyli dni powiatu kaszubskiego. Wieczór wcześniej gwiazdą był
T.Love, ale z powodu, o którym wyżej, niestety nie mogłem ich obejrzeć. Nie jesten
fanem JedenOsiemL
(chyba dobrze napisałem nazwę?), ale Grażyna i Marek bardzo ich
lubią, dlatego wyjechaliśmy tam ok.16.30. Wymyśliłem, że trochę zboczymy z trasy i
wpadniemy do Chmielna k.Kartuz. Podobno bardzo ładna miejscowość z muzeum Necla.
Niestety, w momencie zaparkowania auta w tejże miejscowości (ok.18), zaczął padać
deszcz, który niedługo potem przekształcił się w ulewę i burzę. No to
zapakowaliśmy się z powrotem do samochodu i pojechaliśmy do już pobliskich Kartuz.
Wycieraczki pracowały cały czas na drugim biegu, a silnik na 3 lub 4. Szybciej jak 60 na
godzinę nie dało się jechać. Po dotarciu na miejsce pod parasolami poszliśmy na
rynek, gdzie zobaczyliśmy grupki ludzi schowanych pod wielkimi parasolami (piwo,
kiełbaski, stoły etc.). Ja z Radkiem i Przemkiem schroniliśmy się w kościele. W
końcu ok. 19.30 deszcz zaczął słabnąć. Przed 20 na scenę wyszło 18L i dali swój
koncert. Szczerze mówiąc znam (i lubię słuchać) tylko jeden utwór - "Jak
zapomnieć" tego zespołu. Oczywiście został zagrany. Po nich na scenę wyszedł
Marcin Rozynek. Jego muzyka jest dla mnie zdecydowanie bardziej strawna, choć trzeba
przyznać, że teksty 18L są bardziej "codzienne", przyziemne.
"Troszkę" przemoczeni po 22 udaliśmy się do domu. A tu ciekawostka - tego
dnia w Chojnicach wcale nie padało. Na fotkach powyżej 18L oraz moja ekipa chwilę
przed opuszczeniem kartuzkiego rynku.
11.07.: Od 1 lipca do piątku 9 lipca
miałem wreszcie trochę urlopu. Głównym powodem była opieka nad Radkiem z powodu, o
którym piszę poniżej. Przy okazji mogłem trochę popracować nad moją stroną,
popstrykać trochę fotek do niej. Np. obfotografowałem od środka i z zewnątrz
kościół farny oraz gimnazjalny, wieżę ciśnień, ratusz, starostwo, konwikt, park
Wzgórze Ewangelickie, Bramę Człuchowską. Teraz sukcesywnie będę je opracowywał i
umieszczał na stronie.
Przez te pierwsze 11 dni
lipca chyba tylko 2 dni były bezdeszczowe. Tegoroczne lato jak na razie nie rozpieszcza
wczasowiczów, którzy mimo wszystko ciągną nad morze. Najlepiej to widać w soboty, gdy
na przejechanie przez Chojnice z kierunku Tuchola bądź Czersk trzeba poświęcić
mnóstwo czasu, a korki są kilometrowe. Teraz tak sobie myślę, że choć częściowo
mogłoby odkorkować trasę przelotową wschód - zachód (ul. Gdańska - Sukienników -
Człuchowska) wytyczenie objazdów bocznymi ulicami. W ubiegłym roku taką objazdową
trasą pokonaliśmy Słupsk w drodze do Ustki. W jeden z tych słonecznych dni wybraliśmy
się do Swornegaci. "Wycieczka" była w składzie: Beata, Ola (Grażyny
siostrzenica), Przemek, Radek i kierowca (czyli ja). Odwiedziliśmy ich dziadków, czyli
moich teściów w ich miejscu pracy (w jednym z ośrodków wypoczynkowych).
Wypożyczyliśmy sobie rower wodny, poszliśmy na plażę. Było naprawdę bardzo ciepło,
a woda prawie dobra do kąpieli. Na dowód załączam fotkę, którą wykonała Beata na
wodnym rowerze. Ja siedzę z Radkiem i Przemkiem, z przodu jest Ola.
Wczoraj natomiast zrobiliśmy dłuższą wycieczkę, bo na trasie
Chojnice - Miastko - Bińcze - Chojnice. "Kierownikiem" była Mama, gdyż to ona
zaproponowała, aby odwiedzić kuzynkę Ulę w Miastku, która właśnie tego dnia miała
urodziny. Oprócz mnie pojechali jeszcze Beata z Radkiem (Przemek od piątku jest u cioci
w Zamartem)
.
Już w Miastku mieliśmy
niespodziankę - Ula pojechała na pogrzeb kogoś z rodziny do .... Zamartego. Kawą i
smacznym ciastem przyjął nas jej syn Marcin. Nie siedzieliśmy dlatego tam zbyt długo,
i aby wykorzystać okazję, że przebywamy w tamtych stronach, zdecydowaliśmy się
zajrzeć po drodze do jescze jednej kuzynki - Mary (tak naprawdę Maria). Mieszka ona z
rodziną w Bińczu (ok. 14 km od Człuchowa). Tam na szczęście byli prawie wszyscy.
Było bardzo miło i sympatycznie. Mam nadzieję, że maść, którą prawie całą tubkę
Radek wycisnął na podłogę w pokoju (był przez chwilę sam), da się jeszcze
wykorzystać. Pastę do zębów, którą dwa dni wcześniej wycisnął do umywalki w
naszej łazience, już nie dało się wykorzystać, tak i jak śmietankę do kawy, którą
całą torebkę (po otworzeniu nożyczkami) wysypał do zlewozmywaka. Fotki powstały w
Bińczu: z sombrerem to ja, obok Radek i Radek (syn kuzynki to imiennik mojego
najmłodszego syna); na drugim Mama i Mary.
4.07.: Miniony tydzień był bardzo
ciekawy. Najpierw w poniedziałek mogłem przeczytać w czytanym od pierwszego numeru
dzienniku cotygodniowym "NIE" mój list do redakcji w sprawie wizyty w
Chojnicach wicepremier Izabeli Jarugi - Nowackiej. Impulsem do jego napisania była
wcześniejsza o 2 tygodnie notka o przygotowaniach prawicowych radnych do
"przywitania" pani wicepremier w Chojnicach. Napisałem list przed jej
przyjazdem, a jak ją przyjęto w Chojnicach można przeczytać w "Przeglądzie
prasy" w tekście "Afera
gwizdkowa" w prokuraturze". Z treścią mojego listu można zapoznać się w
tym miejscu. Jest to plik
w formacie jpg o wadze ok. 41 KB.
Od 1 września Radek rozpoczyna edukację w przedszkolu. Początkowo, 
jak już tu pisałem,
chcieliśmy go umieścić w PS - 9 na ul. Młodzieżowej. Ostatecznie będzie chodził do
pobliskiego na ul. Ceynowy. W związku z tym, że przez cały lipiec jedyny w Chojnicach
żłobek będzie ze względu na urlopy zamknięty, we wtorek 29.06. Radek pożegnał się
ze swoimi "ciociami" (jeszcze niecały rok temu zwracał się do opiekunek per
"mama"!!!) i szefową placówki - Lusią Gierszewską. Każdej "cioci"
i LG wręczył po różyczce, w zamian dostał po całusie. Dwie fotki z tego wydarzenia
są obok. Pozostałe (i w większym formacie) niedługo w "Fotogalerii".
Dzisiaj mój Tata miałby 77 lat. Na godzinę 11 w kaplicy szpitala w Chojnicach z
tej okazji mieliśmy zamówioną mszę, na którą wraz z Przemkiem (Grażyna została z
Radkiem w domu - ostatnio jest bardzo niesforny) udałem się. Bardzo spodobała mi się
oprawa muzyczna mszy, która była wykonywana z udziałem gitary akustycznej. Następnie
przejechaliśmy na cmentarz, gdzie na Jego grobie zapaliliśmy po zniczu. Niestety, ale za
Jego zdrowie przy kawie wypić już od 2 lat nie możemy.