Obserwator - 05/2004

  13.05.: Coś ostatnio nie mogę zmobilizować się do cotygodniowego uaktualniania tej strony. Spróbuję poprawić się. Trochę wydarzylo się przez minione 2 tygodnie. Najpierw "długi weekend". 1 Maja, jak bywa od paru lat, byłem na otwarciu sezonu grillowego u kolegi z dawnego ChPB. Pogoda dopisała, zdecydowanie tego dnia z całego weekendu była najlepsza. Grażyna wraz z dzieciakami wybrała się tego dnia na inne otwarcie - placu zabaw przy Parku Wodnym. Było podobno bardzo fajnie, mimo tego, że co rusz trzeba było szukać Przemka lub Radka.
      Następnego dnia zaplanowaliśmy wykonać małą wycieczkę po gminie Czersk z finałem w jej stolicy. Wcześniej z Przemkiem byłem na mszy niedzielnej o 12. Wyjątkowo o tym piszę, ale jest powód. Mój pierwszoklasista był jednym z czytających (płynnie i bez błędu) modlitwę powszechną. Zresztą na niedawnej wywiadówce wychowawczyni mówiła, że gdy jakieś dziecko chciała pochwalić z okazji postępów w sztuce czytania, to mówiła, że czytasz prawie tak dobrze jak Przemek. Ale, niestety, nie tylko miłe rzeczy słyszałem o pierworodnym. Zaraz po obiedzie wyruszyliśmy. Najpierw wstąpiliśmy do mojej kuzynki Reni (i zarazem chrzestnej Radka). Już podczas picia kawy tamże po raz pierwszy padał deszcz. Stamtąd pojechaliśmy na lody do Rytla do znanej z ich serwowania kawiarni. Były pyszne. Następny przystanek to Brda, gdzie mieszka m.in. pradziadek moich dzieci. Kilka miesięcy temu byliśmy na jego 90 urodzinach. Gdy wyjeżdżaliśmy stamtąd, to znowu padało. Nadal mieliśmy nadzieję, że do wieczornego koncertu "Elektrycznych Gitar" na stadionie Borowiaka w Czersku rozpogodzi się, dlatego zdecydowaliśmy się odwiedzić jeszcze w Czersku ciocię Beaty i zarazem jej chrzestną. Niestety, deszcz nie przestawał padać, dlatego postanowiliśmy skrócić wycieczkę.
     Tematem nr 1 w Chojnicach w następnym tygodniu (moim zdaniem) był chyba pomysł Mariusza Janika, aby rzeźbę (pomnik???) przedstawiającą jego osobę umieścić może przed jego galerią na ul. Podmurnej, może na jakimś placu, a może na rondzie. Każde lokalne pismo o tym wspomniało, dlatego w najbliższym uaktualnieniu przeglądu prasy będzie na pewno o tym.
     A propos lokalnej prasy. W najświeższym numerze "Gazety Chojnickiej" (ukazał się 30.04.) znalazłem sygnały o niepewnej sytuacji tego najstarszego periodyku. Np.: "Oddajemy do rąk Czytelników jeszcze jeden numer...", "Następny numer ma ukazać się 28 maja...". Przedtem był jednoznaczny zapis: "Następny numer ukaże się...". Trzymam kciuki za "GCh", oby moja "szkoła" dziennikarstwa ukazywała się jak najdłużej.

      30.04.: Wreszcie udało mi się znaleźć trochę wolnego czasu na napisanie kilku zdań w tym miejscu. Piszę je w ostatnim dniu kwietnia, w ostatnim dniu przed wejściem Polski do Unii Europejskiej. W tle słucham koncertu na TVP-1, który organizuje nasza publiczna TV do spółki z niemiecką telewizją publiczną. Nachodzą mnie z tej okazji różne przemyślenia. Czy po akcesji nie zwiększy się bezrobocie, czy nie wzrosną ceny, czy nie nastąpi "drenaż mózgów" na Zachód. Czy czasem nie będziemy mieli cen zachodnich, a płac wschodnich. Ale mimo wszystko jestem dobrej myśli, choć podejrzewam, że pierwsze wymierne korzyści będą mieli moi synowie, gdy dorosną (a mają teraz 3,5 i 7,5 lat).
    Dzisiaj zaczął się długi weekend, gdyż w poniedziałek jest 3 maja. Przed "fajrantem" wraz z kolegą z pracy powiesiłem na naszej siedzibie białoczerwoną flagę. Jutro jest 1 maja, a tego dnia z reguły brałem udział w jakichś imprezach okolicznościowych, typu festyn czy manifestacja. Ale w bieżącym roku w Chojnicach nie będzie żadnych "działań" w tym dniu. Na miejskich plakatach zatytułowanych "Euromajówka" jest informacja, że w Fosie Miejskiej tegoż dnia będzie olimpiada sportów piwnych. Widać wyraźnie, niestety, że zdolności organizacyjne szeroko rozumianej lewicy są coraz mniejsze. Nieskromnie muszę się pochwalić, że byłem najprawdopodobniej pierwszym w latach 90 - tych, który wpadł na pomysł wykorzystania amfiteatru w Fosie do tak popularnych teraz festynów z piwkiem i kiełbaską. Było to 1 Maja 1996 (a może 97?), za gwiazdę robił syn ówczesnej senator z woj. bydgoskiego Grażyny Ciemniak - Robert, który dał tamże symultanę szachową, mieliśmy magika, a czadu dał na koniec chojnicki zespół hardrockowy "Psychotron". Byłem wtedy kierownikiem biura parlamentarnego SLD w Chojnicach. Gdzie te czasy, gdzie to SLD? Myślę, że pobyt w ławach opozycji w przyszłym Sejmie SLD dobrze jej zrobi. Jak sięgam pamięcią, to w takich okresach sposób głosowania i wypowiedzi liderów SLD jakoś bardziej zbliżony był do jej programu wyborczego.

19.04.: W miniony piątek wziąłem dzień urlopu i pojechałem do Bydgoszczy, aby podopinać sprawy zjazdu maturalnego. Najpierw wraz z Andrzejem D. udałem się do Borówna, aby wybrać miejsce na część "biwakową". Całkiem fajne miejsce i niedaleko Bydgoszczy, oby tylko dopisała pogoda. Na 14.30 byliśmy umówieni z dyrektorem Zespołu Szkół Budowlanych. Nadal (i bardzo dobrze) nosi imię Jurija Gagarina. Z nauczycieli, którzy pracowali w latach 74 - 79 w ZSB jest już ostatnim, który jest nadal czynnym. Udało nam się uzgodnić termin naszego spotkania na 19 czerwca. Odwiedziłem także moją ówczesną kierowniczkę internatu. Jest już na emeryturze. Ją także zaprosiłem na nasze święto. Z reguły gdy jestem w Bydgoszczy próbuję zagrać partyjkę szachów z Piotrem Ch., tak było i tym razem. Najpierw podwiozłem go z pracy do domu, czyli z ronda Jagiellonów (wówczas rondo XXX - lecia PRL, gdyż oddano je do użytku w 1974. Ciekawe czy jeszcze jest w podziemiu pamiątkowa tablica. Wśród wykonawców był chojnicki Mostostal). Piotr mieszka w największej sypialni Bydgoszczy - Fordonie, więc jechaliśmy Jagiellońską i Fordońską. Najdłużej zajęło pokonanie odcinka przed rondem, gdzie krzyżują się Wyszyńskiego, Jagiellońska i Fordońska. Korek na ok. 200 m, mimo 4 pasów dla mojego kierunku jazdy. Niestety, Piotr nie był "gościnny" i dołożył mi 1:0 w królewskiej grze. Na rewanż nie było już czasu. Postaram się wyrównać bilans online, gdyż Piotr ma od niedawna stałe łącze. Ostatnim punktem programu "wycieczki" była wizyta u naszej wychowawczyni. Spotkaliśmy się po prawie 25 latach od rozstania, czyli od dnia rozdania świadectw! Przekazałem wydruki stron ze zdjęciami z tamtych lat, jak i z Charzykowa sprzed prawie roku. Oczywiście również zaprosiłem na nasz zjazd. Po prawie 3 godzinach, a była to już prawie 21, wyjeżdżałem do domu. Coraz bardziej realnych kształtów nabiera nasze spotkanie.
    Jeszcze kilka zdań o chojnickich problemach. Temat - nasze drogi. Wiele zmieniło się na korzyść w ostatnich latach. Przebudowano fragment Młodzieżowej przy SP 8, zmodernizowano Kościerską do skrzyżowania z Ks. Pomorskich, wybudowano rondo przy SP2. Ale są i cienie. Coraz wyraźniej widać, że to rondo z jednym pasem ruchu dla każdego kierunku jazdy to źródło coraz większych korków. Póki jego nie było, istniały osobne pasy ruchu dla skręcających w prawo. Dziś odcinek długości ok. 100 m (14 Lutego do ronda) pokonywałem ok. 8 minut, a była to godzina 12.30. Co to będzie się działo w letnim szczycie? Nie wszyscy mogą, tak jak zrobił to policyjny radiowóz z włączoną dyskoteką na dachu (bez syreny), pojechać sąsiednim pasem pod prąd i wjechać z tego pasa w prawo do centrum.

14.04.: Święta Wielkanocne minęły (niestety) bardzo szybko. Niektóre życzenia świąteczne wysyłałem z bardzo nietypowym dopiskiem (oczywiście tylko do osób o lewicowych poglądach) - "zmartwychwstania lewicowej lewicy". Jest na horyzoncie w tej materii jaskółka - Socjaldemokracja Polska. Oby wyrosła na dorodne zwierzę polityczne. W ubiegłym tygodniu dwa tytuły lokalnej prasy : "Dziennik Chojnicki" (dodatek "Dziennika Bałtyckiego") oraz "Życie Chojnic" napisało o rozłamie w chojnickim SLD. Najbarwniejszy tekst dał chyba DzCh. Raczył stwierdzić, że na razie z UP nikt nie przeniósł się do nowej partii (nieścisła informacja, ale nie chodzi o mnie) oraz pomylił się w treści nazwy partii. Zdecydowanie bardziej ciekawszy tekst ukazał się w drugim tytule, a był nim wywiad z Edwardem Pietrzykiem. Edek nie dał się sprowokować do jakiejś pyskówki, unikał dyskutowania o sytuacji wewnątrz SLD w mediach. Umieściłem go oczywiście w "Przeglądzie prasy".
    Same święta minęły bardzo spokojnie. W niedzielę "nawiedziliśmy" moją Mamę. Była także siostra Jadzia ze swoją rodzinką. Omawialiśmy bieżącą sytuację polityczną, prognozowaliśmy co będzie się działo po 1 maja, gdy będziemy już w UE. Jeden wniosek był zgodny dla wszystkich: trzeba przestać mówić, że coś drożej, że inna stawka VAT, że inne normy teraz będą obowiązywać z powodu wejścia do Unii, ale że będzie podniesiona pensja z tego powodu. Pomarzyliśmy sobie nieźle, co? W poniedziałek przespacerowaliśmy się do drugich dziadków - rodziców Grażyny.
    W święta wstrząsnęła mną informacja o śmierci Jacka Kaczmarskiego. Wiedziałem o jego ciężkiej chorobie, ale słyszałem o postępach w leczeniu. A tu nagle... Przed kilku laty byłem na Jego koncercie w sali chojnickiego Kinoteatru wraz z kumplem. Byliśmy pod wielkim wrażeniem jego piosenek. Mnie jakoś szczególnie zapadła w pamięci ta pt. "Nasza klasa". Właśnie ją sobie włączyłem na Winampie. Na szczęście moja klasa maturalna tak nie rozpierzchła się po świecie. Na 26 trzech wylądowało w Niemczech. Jeden z nich - Sławek H. - dzwonił do mnie w święta z życzeniami. Już niedługo, najprawdopodobniej w czerwcu, spotkamy się w Bydgoszczy na 25 - leciu naszej matury.

4.04.: W sobotę pomagałem Mamie przy zakupie nowej lodówki. Do tej pory w kuchni stały dwa urządzenia chłodnicze: najstarsza lodówka przerobiona na zamrażarkę oraz większa lodówka z zamrażalnikiem (z pierwszych lat osiemdziesiątych). Namówiliśmy Mamę, aby zamieniła je na jedną nową lodówkę. Niestety, przez kaloryfer, który panowie budowlani w 1972 roku raczyli umieścić w kuchni na ścianie poprzecznej do okna na wysokości ok.150 cm, lodówka nie mogła być wyższa niż ten wymiar. A w tym przedziale były tylko lodówki z zamrażalnikiem u góry. No trudno. Przy okazji powspominaliśmy sobie okoliczności w jakich były kupowane tamte lodówki. Całonocne kolejki, minimalny wybór, odbiór własnym transportem. Teraz albo gotówka, albo raty bez odsetek. Kilkadziesiąt gatunków i rozmiarów, dowóz i wniesienie do mieszkania w cenie zakupu. My ponadto zażyczyliśmy sobie, aby drzwi otwierały się w lewą stronę. Jednak dożyliśmy normalnych czasów, żeby tylko stopa bezrobocia była zdecydowanie bliższa tej z czasów PRL.
    Dziś wziąłem się ostro do pracy przy organizowaniu zjazdu naszej klasy na 25-lecie matury. Wybrałem termin na 5.06. (sobota). Wstępny projekt zjazdu wysłałem do części kumpli dziś (wraz z życzeniami wielkanocnymi). Jutro wysyłam reszcie pocztą papierową. Po świętach wybieram się do Bydgoszczy na dogranie szczegółów organizacyjnych. Martwi mnie otrzymana dziś wiadomość, że nasz ulubiony pobliski lokal "Kaprys" jest w remoncie. Jeśli jest to tylko remont bieżący, to OK. Ale jeśli adaptacyjny na np. aptekę, to niedobrze.
   Na koniec trochę o polityce. Umieszczam dzisiaj w "Przeglądzie prasy" wywiad z posłem Jackiem Kowalikiem pt. "Nie jestem aferzystą", który przeprowadził dziennikarz "Nowego Czasu Chojnic". Ukazał się on w nr z 1.04., ale nie wygląda on na żart primaaprilisowy. Wywiad jest w podobnym duchu, co ten z Radia Weekend (wysłałem w czwartek wieczorem e-maila do webmastera ich strony z pomysłem na zaktualizowanie po prawie 2 latach ich działu "publicystyka" o pliki z wypowiedziami niżej wymienionymi, do dziś zero odzewu). Myślę, że pan poseł ciężko pracuje jako "agitator" nowej partii. W tak skomplikowanej sytuacji, jako powstała na lewej stronie sceny politycznej, zarzucać teraz działaczom z Chojnic (i to po nazwisku), że do nowej partii wybierają się po to, aby nie płacić składek specjalnych (w wysokości 7% diety lub pensji) jest łagodnie mówiąc niesmaczne. Jak ta uwaga ma się do wcześniejszej wypowiedzi, żeby "Nie rozmawiać ze sobą poprzez media"?

www.erdman.chojnice.pl