13.05.: Coś ostatnio nie mogę
zmobilizować się do cotygodniowego uaktualniania tej strony. Spróbuję poprawić się.
Trochę wydarzylo się przez minione 2 tygodnie. Najpierw "długi weekend". 1
Maja, jak bywa od paru lat, byłem na otwarciu sezonu grillowego u kolegi z dawnego ChPB.
Pogoda dopisała, zdecydowanie tego dnia z całego weekendu była najlepsza. Grażyna wraz
z dzieciakami wybrała się tego dnia na inne otwarcie - placu zabaw przy Parku Wodnym.
Było podobno bardzo fajnie, mimo tego, że co rusz trzeba było szukać Przemka lub
Radka.
Następnego dnia zaplanowaliśmy wykonać małą wycieczkę
po gminie Czersk z finałem w jej stolicy. Wcześniej z Przemkiem byłem na mszy
niedzielnej o 12. Wyjątkowo o tym piszę, ale jest powód. Mój pierwszoklasista był
jednym z czytających (płynnie i bez błędu) modlitwę powszechną. Zresztą na
niedawnej wywiadówce wychowawczyni mówiła, że gdy jakieś dziecko chciała pochwalić
z okazji postępów w sztuce czytania, to mówiła, że czytasz prawie tak dobrze jak
Przemek. Ale, niestety, nie tylko miłe rzeczy słyszałem o pierworodnym. Zaraz po
obiedzie wyruszyliśmy. Najpierw wstąpiliśmy do mojej kuzynki Reni (i zarazem chrzestnej
Radka). Już podczas picia kawy tamże po raz pierwszy padał deszcz. Stamtąd
pojechaliśmy na lody do Rytla do znanej z ich serwowania kawiarni. Były pyszne.
Następny przystanek to Brda, gdzie mieszka m.in. pradziadek moich dzieci. Kilka miesięcy
temu byliśmy na jego 90 urodzinach. Gdy wyjeżdżaliśmy stamtąd, to znowu padało.
Nadal mieliśmy nadzieję, że do wieczornego koncertu "Elektrycznych Gitar" na
stadionie Borowiaka w Czersku rozpogodzi się, dlatego zdecydowaliśmy się odwiedzić
jeszcze w Czersku ciocię Beaty i zarazem jej chrzestną. Niestety, deszcz nie przestawał
padać, dlatego postanowiliśmy skrócić wycieczkę.
Tematem nr 1 w Chojnicach w następnym tygodniu (moim zdaniem)
był chyba pomysł Mariusza Janika, aby rzeźbę (pomnik???) przedstawiającą jego osobę
umieścić może przed jego galerią na ul. Podmurnej, może na jakimś placu, a może na
rondzie. Każde lokalne pismo o tym wspomniało, dlatego w najbliższym uaktualnieniu
przeglądu prasy będzie na pewno o tym.
A propos lokalnej prasy. W najświeższym numerze "Gazety
Chojnickiej" (ukazał się 30.04.) znalazłem sygnały o niepewnej sytuacji tego
najstarszego periodyku. Np.: "Oddajemy do rąk Czytelników jeszcze jeden
numer...", "Następny numer ma ukazać się 28 maja...". Przedtem był
jednoznaczny zapis: "Następny numer ukaże się...". Trzymam kciuki za
"GCh", oby moja "szkoła" dziennikarstwa ukazywała się jak
najdłużej.
30.04.:
Wreszcie udało mi się znaleźć trochę wolnego czasu na napisanie kilku zdań w tym
miejscu. Piszę je w ostatnim dniu kwietnia, w ostatnim dniu przed wejściem Polski do
Unii Europejskiej. W tle słucham koncertu na TVP-1, który organizuje nasza publiczna TV
do spółki z niemiecką telewizją publiczną. Nachodzą mnie z tej okazji różne
przemyślenia. Czy po akcesji nie zwiększy się bezrobocie, czy nie wzrosną ceny, czy
nie nastąpi "drenaż mózgów" na Zachód. Czy czasem nie będziemy mieli cen
zachodnich, a płac wschodnich. Ale mimo wszystko jestem dobrej myśli, choć podejrzewam,
że pierwsze wymierne korzyści będą mieli moi synowie, gdy dorosną (a mają teraz 3,5
i 7,5 lat).
Dzisiaj zaczął się długi weekend, gdyż w poniedziałek jest 3
maja. Przed "fajrantem" wraz z kolegą z pracy powiesiłem na naszej siedzibie
białoczerwoną flagę. Jutro jest 1 maja, a tego dnia z reguły brałem udział w
jakichś imprezach okolicznościowych, typu festyn czy manifestacja. Ale w bieżącym roku
w Chojnicach nie będzie żadnych "działań" w tym dniu. Na miejskich plakatach
zatytułowanych "Euromajówka" jest informacja, że w Fosie Miejskiej tegoż
dnia będzie olimpiada sportów piwnych. Widać wyraźnie, niestety, że zdolności
organizacyjne szeroko rozumianej lewicy są coraz mniejsze. Nieskromnie muszę się
pochwalić, że byłem najprawdopodobniej pierwszym w latach 90 - tych, który wpadł na
pomysł wykorzystania amfiteatru w Fosie do tak popularnych teraz festynów z piwkiem i
kiełbaską. Było to 1 Maja 1996 (a może 97?), za gwiazdę robił syn ówczesnej senator
z woj. bydgoskiego Grażyny Ciemniak - Robert, który dał tamże symultanę szachową,
mieliśmy magika, a czadu dał na koniec chojnicki zespół hardrockowy
"Psychotron". Byłem wtedy kierownikiem biura parlamentarnego SLD w Chojnicach.
Gdzie te czasy, gdzie to SLD? Myślę, że pobyt w ławach opozycji w przyszłym Sejmie
SLD dobrze jej zrobi. Jak sięgam pamięcią, to w takich okresach sposób głosowania i
wypowiedzi liderów SLD jakoś bardziej zbliżony był do jej programu wyborczego.
19.04.: W
miniony piątek wziąłem dzień urlopu i pojechałem do Bydgoszczy, aby podopinać sprawy
zjazdu maturalnego. Najpierw wraz z Andrzejem D. udałem się do Borówna, aby wybrać
miejsce na część "biwakową". Całkiem fajne miejsce i niedaleko Bydgoszczy,
oby tylko dopisała pogoda. Na 14.30 byliśmy umówieni z dyrektorem Zespołu Szkół
Budowlanych. Nadal (i bardzo dobrze) nosi imię Jurija Gagarina. Z nauczycieli, którzy
pracowali w latach 74 - 79 w ZSB jest już ostatnim, który jest nadal czynnym. Udało nam
się uzgodnić termin naszego spotkania na 19 czerwca. Odwiedziłem także moją
ówczesną kierowniczkę internatu. Jest już na emeryturze. Ją także zaprosiłem na
nasze święto. Z reguły gdy jestem w Bydgoszczy próbuję zagrać partyjkę szachów z
Piotrem Ch., tak było i tym razem. Najpierw podwiozłem go z pracy do domu, czyli z ronda
Jagiellonów (wówczas rondo XXX - lecia PRL, gdyż oddano je do użytku w 1974. Ciekawe
czy jeszcze jest w podziemiu pamiątkowa tablica. Wśród wykonawców był chojnicki
Mostostal). Piotr mieszka w największej sypialni Bydgoszczy - Fordonie, więc jechaliśmy
Jagiellońską i Fordońską. Najdłużej zajęło pokonanie odcinka przed rondem, gdzie
krzyżują się Wyszyńskiego, Jagiellońska i Fordońska. Korek na ok. 200 m, mimo 4
pasów dla mojego kierunku jazdy. Niestety, Piotr nie był "gościnny" i
dołożył mi 1:0 w królewskiej grze. Na rewanż nie było już czasu. Postaram się
wyrównać bilans online, gdyż Piotr ma od niedawna stałe łącze. Ostatnim punktem
programu "wycieczki" była wizyta u naszej wychowawczyni. Spotkaliśmy się po
prawie 25 latach od rozstania, czyli od dnia rozdania świadectw! Przekazałem wydruki
stron ze zdjęciami z tamtych lat, jak i z Charzykowa sprzed prawie roku. Oczywiście
również zaprosiłem na nasz zjazd. Po prawie 3 godzinach, a była to już prawie 21,
wyjeżdżałem do domu. Coraz bardziej realnych kształtów nabiera nasze spotkanie.
Jeszcze kilka zdań o chojnickich problemach. Temat - nasze drogi.
Wiele zmieniło się na korzyść w ostatnich latach. Przebudowano fragment Młodzieżowej
przy SP 8, zmodernizowano Kościerską do skrzyżowania z Ks. Pomorskich, wybudowano rondo
przy SP2. Ale są i cienie. Coraz wyraźniej widać, że to rondo z jednym pasem ruchu dla
każdego kierunku jazdy to źródło coraz większych korków. Póki jego nie było,
istniały osobne pasy ruchu dla skręcających w prawo. Dziś odcinek długości ok. 100 m
(14 Lutego do ronda) pokonywałem ok. 8 minut, a była to godzina 12.30. Co to będzie
się działo w letnim szczycie? Nie wszyscy mogą, tak jak zrobił to policyjny radiowóz
z włączoną dyskoteką na dachu (bez syreny), pojechać sąsiednim pasem pod prąd i
wjechać z tego pasa w prawo do centrum.
14.04.:
Święta Wielkanocne minęły (niestety) bardzo szybko. Niektóre życzenia świąteczne
wysyłałem z bardzo nietypowym dopiskiem (oczywiście tylko do osób o lewicowych
poglądach) - "zmartwychwstania lewicowej lewicy". Jest na horyzoncie w tej
materii jaskółka - Socjaldemokracja Polska. Oby wyrosła na dorodne zwierzę polityczne.
W ubiegłym tygodniu dwa tytuły lokalnej prasy : "Dziennik Chojnicki" (dodatek
"Dziennika Bałtyckiego") oraz "Życie Chojnic" napisało o rozłamie
w chojnickim SLD. Najbarwniejszy tekst dał chyba DzCh. Raczył stwierdzić, że na razie
z UP nikt nie przeniósł się do nowej partii (nieścisła informacja, ale nie chodzi o
mnie) oraz pomylił się w treści nazwy partii. Zdecydowanie bardziej ciekawszy tekst
ukazał się w drugim tytule, a był nim wywiad z
Edwardem Pietrzykiem. Edek nie dał się sprowokować do jakiejś pyskówki, unikał
dyskutowania o sytuacji wewnątrz SLD w mediach. Umieściłem go oczywiście w
"Przeglądzie prasy".
Same święta minęły bardzo spokojnie. W niedzielę
"nawiedziliśmy" moją Mamę. Była także siostra Jadzia ze swoją rodzinką.
Omawialiśmy bieżącą sytuację polityczną, prognozowaliśmy co będzie się działo po
1 maja, gdy będziemy już w UE. Jeden wniosek był zgodny dla wszystkich: trzeba
przestać mówić, że coś drożej, że inna stawka VAT, że inne normy teraz będą
obowiązywać z powodu wejścia do Unii, ale że będzie podniesiona pensja z tego powodu.
Pomarzyliśmy sobie nieźle, co? W poniedziałek przespacerowaliśmy się do drugich
dziadków - rodziców Grażyny.
W święta wstrząsnęła mną informacja o śmierci Jacka
Kaczmarskiego. Wiedziałem o jego ciężkiej chorobie, ale słyszałem o postępach w
leczeniu. A tu nagle... Przed kilku laty byłem na Jego koncercie w sali chojnickiego
Kinoteatru wraz z kumplem. Byliśmy pod wielkim wrażeniem jego piosenek. Mnie jakoś
szczególnie zapadła w pamięci ta pt. "Nasza klasa". Właśnie ją sobie
włączyłem na Winampie. Na szczęście moja klasa maturalna tak nie rozpierzchła się
po świecie. Na 26 trzech wylądowało w Niemczech. Jeden z nich - Sławek H. - dzwonił
do mnie w święta z życzeniami. Już niedługo, najprawdopodobniej w czerwcu, spotkamy
się w Bydgoszczy na 25 - leciu naszej matury.
4.04.: W
sobotę pomagałem Mamie przy zakupie nowej lodówki. Do tej pory w kuchni stały dwa
urządzenia chłodnicze: najstarsza lodówka przerobiona na zamrażarkę oraz większa
lodówka z zamrażalnikiem (z pierwszych lat osiemdziesiątych). Namówiliśmy Mamę, aby
zamieniła je na jedną nową lodówkę. Niestety, przez kaloryfer, który panowie
budowlani w 1972 roku raczyli umieścić w kuchni na ścianie poprzecznej do okna na
wysokości ok.150 cm, lodówka nie mogła być wyższa niż ten wymiar. A w tym przedziale
były tylko lodówki z zamrażalnikiem u góry. No trudno. Przy okazji powspominaliśmy
sobie okoliczności w jakich były kupowane tamte lodówki. Całonocne kolejki, minimalny
wybór, odbiór własnym transportem. Teraz albo gotówka, albo raty bez odsetek.
Kilkadziesiąt gatunków i rozmiarów, dowóz i wniesienie do mieszkania w cenie zakupu.
My ponadto zażyczyliśmy sobie, aby drzwi otwierały się w lewą stronę. Jednak
dożyliśmy normalnych czasów, żeby tylko stopa bezrobocia była zdecydowanie bliższa
tej z czasów PRL.
Dziś wziąłem się ostro do pracy przy organizowaniu zjazdu naszej
klasy na 25-lecie matury. Wybrałem termin na 5.06. (sobota). Wstępny projekt zjazdu
wysłałem do części kumpli dziś (wraz z życzeniami wielkanocnymi). Jutro wysyłam
reszcie pocztą papierową. Po świętach wybieram się do Bydgoszczy na dogranie
szczegółów organizacyjnych. Martwi mnie otrzymana dziś wiadomość, że nasz ulubiony
pobliski lokal "Kaprys" jest w remoncie. Jeśli jest to tylko remont bieżący,
to OK. Ale jeśli adaptacyjny na np. aptekę, to niedobrze.
Na koniec trochę o polityce. Umieszczam dzisiaj w "Przeglądzie
prasy" wywiad z posłem Jackiem Kowalikiem
pt. "Nie jestem aferzystą", który przeprowadził dziennikarz "Nowego
Czasu Chojnic". Ukazał się on w nr z 1.04., ale nie wygląda on na żart
primaaprilisowy. Wywiad jest w podobnym duchu, co ten z Radia Weekend (wysłałem w
czwartek wieczorem e-maila do webmastera ich strony z pomysłem na zaktualizowanie po
prawie 2 latach ich działu "publicystyka" o pliki z wypowiedziami niżej
wymienionymi, do dziś zero odzewu). Myślę, że pan poseł ciężko pracuje jako
"agitator" nowej partii. W tak skomplikowanej sytuacji, jako powstała na lewej
stronie sceny politycznej, zarzucać teraz działaczom z Chojnic (i to po nazwisku), że
do nowej partii wybierają się po to, aby nie płacić składek specjalnych (w wysokości
7% diety lub pensji) jest łagodnie mówiąc niesmaczne. Jak ta uwaga ma się do
wcześniejszej wypowiedzi, żeby "Nie rozmawiać ze sobą poprzez media"? |